Mniejszość niemiecka

Niemcy to najliczniejsza mniejszość narodowa zamieszkująca Polskę. Podczas przeprowadzonego w 2011 r. Narodowego spisu powszechnego ludności i mieszkań narodowość niemiecką zadeklarowało 144 238 obywateli polskich, co stanowiło 0,375% wszystkich obywateli RP. Przy tym zdecydowana większość obywateli polskich deklarujących narodowość niemiecką bo aż 77% zamieszkuje w dwóch województwach: opolskim (78 157 osób, 53,2%) oraz śląskim (34 799 osób, 23,8. Kolejne 13,6% to województwa Dolnośląskie 3,4%, Pomorskie i Warmińsko Mazurskie po 3,3% wreszcie Zachodnio-Pomorskie 2,4% i Lubuskie 1,2 % osób a więc tereny do 1945 będące w granicach Niemiec. Łącznie stanowi to 90,6% obywateli polskich deklarujących narodowość niemiecką. Same organizację mniejszości niemieckiej uznają te dane za zaniżone i szacują tę grupę na ok. 300.000 obywateli RP posiadających korzenie niemieckie.

Przedstawiciele mniejszości niemieckiej są w większości katolikami, a tylko nieliczni (głównie zamieszkujący województwa północnej Polski) deklarują przynależność do Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego.

W okresie po II wojnie światowej sytuacja mniejszości narodowych w Polsce generalnie nie była zbyt dobra. Wiązało się to głównie z faktem, iż władze komunistyczne przyjęły jako założenie budowę państwa jednonarodowego. Przy tym sytuacja mniejszości niemieckiej była zdecydowanie trudniejsza niż pozostałych w wyniku emocji związanych z dopiero co zakończoną wojną. Wśród Niemców zamieszkujących teren Górnego Śląska ze względu na ich dwujęzyczność i historię regionu (wyniki plebiscytu z 1921r.) przeprowadzono po 1945 tzw. akcję weryfikacyjną i uznano ich oficjalnie za Polaków. Jednocześnie konsekwencją tego stanu rzeczy stał się m.in. zakaz używania i nauki języka niemieckiego na Górnym Śląsku zniesiony dopiero w 1990 roku. Diametralna zmiana w stosunku władz polskich do mniejszości niemieckiej nastąpiła dopiero po 1989 roku.

I tak po zmianie ustroju mniejszość niemiecka, jako jedyna z mniejszości narodowych w Polsce wprowadziła swoich przedstawicieli do parlamentu wybierając ich z listy własnego komitetu wyborczego. Również w wyborach samorządowych mniejszość niemiecka wystawia swój własny komitet a jej przedstawiciele zasiadają w sejmiku województwa opolskiego, w radach powiatów oraz w licznych radach gmin tego województwa.

Członkowie niemieckiej mniejszości działają w wielu założonych przez siebie organizacjach społecznych. Do najważniejszych z nich należą: Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców na śląsku Opolskim z 320 kołami terenowymi, Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców województwa śląskiego z ok. 100 kołami terenowymi, Związek Niemieckich Stowarzyszeń Warmii i Mazur. Ponadto organizacje mniejszości funkcjonują na Dolnym Śląsku, na Pomorzu. Funkcjonuje również organizacja młodzieżowa mniejszości Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej jak również szereg organizacji branżowych. Wszystkie te organizacje zrzeszone są w organizacji parasolowej – Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce.

Członkowie mniejszości wydają swoją prasę, m.in. tygodnik „Wochenblatt.pl”, cotygodniowy dodatek do Nowej trybuny Opolskiej „Heimat – Mała Ojczyzna, miesięczniki: „Mitteilungsblatt” i „Masurische Storchenpost”. Również w niepublicznych mediach elektronicznych nadawane są audycje w języku niemieckim. m.in. w Radio Vanessa z Raciborza, Radiu Park FM w Kędzierzynie-Koźlu, Radiu Opole, Radiu Katowice, Radiu Olsztyn czy Telewizji Satelitarnej TVS, TVP Opole, TVP Katowice.

Organizują wreszcie liczne imprezy kulturalne. Do największych z nich należą: Festiwal Kultury Mniejszości Niemieckiej w Polsce organizowany raz na 3 lata i skupiający nawet do 7.000 uczestników, Dni Kultury Niemieckiej na Śląsku Opolskim, Konkurs Recytatorski w Języku Niemieckim „Młodzież Recytuje Poezję”, Festyn Letni „Sommerfest” w Olsztynie, Przegląd Orkiestr i Kapel Mniejszości Niemieckiej w Leśnicy, Przegląd Zespołów Dziecięcych i Młodzieżowych Mniejszości Niemieckiej w Leśnicy, czy Festiwal Chórów i Zespołów Śpiewaczych Mniejszości Niemieckiej w Walcach.

Do nowych inicjatyw wyróżniających mniejszość niemiecką należy stworzenie sieci niemieckojęzycznych szkółek piłkarskich – Miro Deutsche Fussballschule przez TSKN na Śl. Op. Ideą szkółek, których patronem jest urodzony w Opolu Mistrz Świata w piłce nożnej Miroslav Klose jest łączenie edukacji językowej ze sportową. Więcej na temat szkółek można przeczytać na www.mirofussballschule.pl. Ponadto funkcjonuje również projekt językowy dla dzieci Samstagskurse jak również wiele innych mniejszych inicjatyw.

Tatarzy

Tatarzy to grupa ludów tureckich z Europy wywodzących się z północno-wschodniej Azji; z terenów Mongolii i okolic Bajkału. Wchodzili w skład imperium Czyngis-chana i brali udział w wyprawach na Europę, przez co słowo „Tatarzy” stało się na Zachodzie synonimem Mongołów. (Ludność polska nazwą Tatarów określała wszystkie koczownicze ludy Wschodu, natomiast Tatarów zamieszkałych później na terenach Rzeczypospolitej nazywała Lipkami, która to nazwa pochodziła od arabskiej nazwy Litwy). Po rozpadzie mongolskiego imperium Tatarzy utworzyli szereg państw w tym Złotą Ordę i Chanat Krymski. Wszystkie te państwa w XIV wieku stały się po przyjęciu islamu państwami muzułmańskimi. Tatarzy pojawili się w granicach Rzeczpospolitej po Unii z Litwą, której władcy sprowadzali bojowych wojowników tatarskich do obrony przed Krzyżakami. Nowi obywatele otrzymywali ziemię pod warunkiem służby wojskowej. Wśród przybywających byli nie tylko dobrowolni emigranci, ale także uchodźcy polityczni należący do starszyzny tatarskiej Złotej Ordy czy Chanatu Krymskiego oraz jeńcy wojenni. Jeńcy i prości Tatarzy tzw. Tatarzy-kozacy zajmowali się rolnictwem. Natomiast uchodźcza arystokracja tatarska, która otrzymała liczne przywileje zapewniające jej zachowanie pewnej autonomii, zajmowała się rzemiosłem wojennym. Wszystkim zagwarantowano nie tylko wolność wyznania, ale także nie sprzeciwiano się małżeństwom Tatarów z chrześcijankami oraz pozwalano na wychowanie potomstwa zgodnie z zasadami islamu. Z biegiem czasu Tatarzy stali się poddanymi króla polskiego i pełnoprawnymi mieszkańcami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Głównym i tradycyjnym zajęciem tej ludności było rzemiosło wojenne. Zobowiązani byli do służby wojskowej we własnych, odrębnych chorągwiach. Za zasługi wojenne Tatarzy otrzymywali herby szlacheckie oraz nadania ziemskie. Członków znaczniejszych rodów pod względem prawnym zrównano ze szlachtą polską, z jednym tylko wyjątkiem – muzułmanie nie mogli uczestniczyć w życiu politycznym kraju. W większych osadach wznoszono drewniane meczety i zakładano szkółki religijne.

W XVII stuleciu nastąpiło pogorszenie sytuacji Tatarów. Nie zezwalano już na budowę nowych świątyń, pod groźbą kary śmierci Tatarzy nie mogli już także żenić się z chrześcijankami, a kobiety tatarskie pomawiano o praktyki tajemne. Poza tym wyczerpane najazdem Szwedów państwo nie wypłacało żołdu wojskom najemnym. Sytuacja poprawiła się podczas rządów Jana III Sobieskiego. Król wysoko cenił nie tylko wojowników, ale i rzemieślników tatarskich, którzy wyprawiali skóry i produkowali z niej oprócz wyrobów czysto militarnych, przedmioty powszechnego użytku. Po wygranej wojnie z Turkami pod Wiedniem, zapanowała moda na „egzotyczny muzułmański wschód”, który dotyczył zarówno ubioru tureckiego, jak i tatarskiego. Słynny polski kontusz, noszony później dla zamanifestowania polskości, nawiązywał właśnie do paradnego stroju tatarskiego dostojnika. Sobieski z Krymu zaczął także sprowadzać świetną i ozdobną broń tatarską, po którą wyprawiał polskich Tatarów. Dzięki podobnemu językowi, wyznaniu i obyczajom z ludami tureckimi przynosili oni nieocenione usługi swej nowej ojczyźnie jako posłowie, pisarze i tłumacze. Tatarom zawdzięczamy także narodziny tradycji ułańskich. W Złotej Ordzie „ułan” był tytułem. W Polsce niektóre rodziny tatarskie, które posługiwały się tym tytułem, przekształciły ją w nazwisko. Od nazwiska dowódcy jedna z chorągwi tatarskich zwała się właśnie “ułańską”. Drogą ewolucji nazwę przejęły później inne formacje konne stanowiące chlubę wojsk Rzeczypospolitej.

W ciągu XVIII wieku szlachta tatarska w znacznym stopniu się spolonizowała, natomiast inni Tatarzy nadal zachowywali odrębność wyznaniową, tradycję pochodzenia i obyczaje. W okresie zaborów degradacji ulegał głównie ich język, przez co już pod koniec XIX wieku językiem większości ludności pochodzenia tatarskiego była polskojęzyczna.

W czasie I i II wojny światowej Tatarzy ponieśli dotkliwe straty. W latach wojny wielu Tatarów uczestniczyło w ruchu oporu albo walczyło w wojskowych formacjach polskich. Po II wojnie światowej, w wyniku zmiany polskiej granicy na wschodzie, większość skupisk tatarskich pozostała na terenach przyłączonych do ZSRR, w kraju pozostały jedynie 2 wsie tatarskie w dzisiejszym województwie podlaskim (Bohoniki i Kruszyniany). Jednak przywiązani do Polski Tatarzy w 1945 roku zaczęli ponownie przenosić się jako przesiedleńcy na tzw. Ziemie Odzyskane (Pomorze Gdańskie i Pomorze Zachodnie).

Obecnie wśród Tatarów polskich można wyróżnić cztery grupy. Pierwsza to zasiedziali mieszkańcy dawnej Rzeczypospolitej, którzy żyją na tych ziemiach od sześciuset lat. Druga to muzułmańska ludność osiadła na Ziemiach Odzyskanych po przesiedleniu z ZSRR. Nieliczną grupę stanowi rozproszona po całej Polsce ludność tatarska przechowującą świadomość tatarskiego pochodzenia, ale odrzucająca islamską wiarę przodków. Ostatnią stanowią tatarscy emigranci ostatnich lat, uciekający z zajętego przez Rosjan Krymu. Z wyjątkiem tych ostatnich, wszyscy urodzili się w naszym kraju, posługują się wyłącznie językiem polskim i związani są z polską kulturą. Ponieważ zawsze byli stosunkowo nieliczną grupą, mają dobrze udokumentowaną historię rodową często sięgającą kilka wieków wstecz. Po wstąpieniu do Unii Europejskiej zauważyć można renesans Tatarszczyzny. M.in. dzięki unijnym pieniądzom społeczność ta ma szansę na ponowne władanie językiem tatarskim, gdyż Związek Tatarów RP organizuje lekcje języka tatarskiego. Ostatnio szacuje się, że w Polsce zamieszkuje około 3 tysięcy Tatarów. Największym ich skupiskiem stał się Białystok oraz Trójmiasto. Wsie Kruszyniany i Bohoniki nadal są wsiami głównie tatarskimi, gdzie mieszka około 300 osób.

Odrębność Tatarów wyznacza obecnie głównie religia i związane z nią tradycje i obyczaje. Niewielkie meczety oraz podczas pogrzebów muzułmańskie cmentarze (mizary) gromadzą podczas świąt wielu wiernych Tatarów z różnych stron Polski. Jednym ze świąt jest święto pługa (sabantuj) obchodzone przez Tatarów z całego świata. To rodzaj pikniku z tradycyjnymi zabawami, jak przeciąganie liny czy wspinaczka na słup. Ale najważniejsze święta to święto dziękczynienia (Ramadan Bajram), obchodzone na zakończenie postu i przede wszystkim Święto Ofiarowania (Kurban Bajram), kiedy to wyznawcy islamu składają w ofierze barana, owcę lub krowę. W wierze Tatarów znalazło się nieco obcych naleciałości głównie tureckich oraz słowiańskich, jednak pozostają oni wierni głównym zakazom (picie alkoholu, używanie narkotyków, uprawianie gier hazardowych, lichwa) i nakazom (wykluczenie z posiłków wieprzowiny, padliny i krwi, grzebanie zmarłych owiniętych w białe płótno, budowanie domów, meczetów i grobów przodem w kierunku Mekki) islamu. Zakaz przedstawiania postaci ludzi i zwierząt w sztuce sakralnej wpłynął (podobnie jak u innych narodów wyznających islam) na rozwój specyficznego zdobnictwa i ornamentyki. Do zdobienia wykorzystuje się jedynie motywy roślinne i geometryczne oraz pismo arabskie.

Najbardziej znanymi Polakami o pochodzeniu tatarskim są Henryk Sienkiewicz (jego ojciec pochodził od Tatarów, którzy osiedlili się na Litwie w XVI w.) oraz Magdalena Abakanowicz (artystka plastyk pochodząca z tatarskiej szlachty).

Ukraińcy w Polsce

Ukraina to największy kraj w Europie (603 tys. km2) . Ukraińcy (dawniej zwani Rusinami) i Polacy graniczyli ze sobą setki lat, a nawet żyli w jednym państwie w XVI i XVII wieku. Przed wojną, w II RP, Ukraińcy stanowili 14% ludności tj. ok 5 mln. obywateli. Po II wojnie światowej i powojennych deportacjach w Polsce pozostało ok. 150 tys. osób o tożsamości ukraińskiej. Obecnie pochodzenie ukraińskie deklaruje niewiele ponad 1% obywateli III RP, ale do Polski do pracy w ostatnich kilku latach przyjechało ponad milion Ukraińców. Bez nich polskie fabryki, wielkie sklepy, firmy budowlane, restauracje, rolnicy, w ogóle polska gospodarka by sobie nie poradziła. Pracują w szpitalach, prywatnych domach, opiekują się dziećmi. Ale też studiują; w samym Krakowie jest ich ponad 5 tysięcy, w kraju ok. 40 tys.

Ukraińcy w 1918 r. podjęli walkę o niepodległość ale dopiero od 1991 roku mają własne naprawdę niepodległe państwo. Niebiesko-żółta ukraińska flaga to kolory nieba i łanów zboża, bo tam uprawia się go najwięcej w Europie. Ich kultura, zwyczaje i obyczaje są równie stare, piękne i ciekawe, jak nasze.

Ukraina jest krajem wielonarodowym i wielowyznaniowym, tradycyjnymi instytucjami życia religijnego są cerkiew prawosławna i cerkiew greckokatolicka. W cerkwiach obowiązuje kalendarz juliański. Daty są przesunięte względem naszego kalendarza o 13 dni – stąd te same święta co u nas wypadają w innych terminach. Rizdwo Chrystowe (Boże Narodzenie) jest obchodzone 7-9 stycznia, ale na wigilię jest także 12 postnych potraw, a wieczerzę rozpoczyna się po pierwszej gwiazdce. Natomiast inaczej niż u nas święto zmarłych, zwane Prowodamy, Hrobkami albo Mohyłkami obchodzi się tydzień po Wielkanocy. Tego dnia Ukraińcy spotykają się na cmentarzach, przynoszą napoje i jedzenie, żeby zgodnie z tradycją podzielić się nim ze zmarłymi. Tak jak świąteczne obyczaje, tak i kuchnia ukraińska wywodzi się z tradycji chłopskiej. Kuchnia ta nie jest zbyt wykwintna, ale bardzo urozmaicona. Najpopularniejsze zupy to barszcz ukraiński i solianka. Mają ogromną różnorodność pierogów (warenyky), bardzo popularne są placki ziemniaczane (deruny).

Ludzie na Ukrainie nie narzekają na rzeczywistość wokół ani nie zrzędzą na innych, bo potrafią docenić to, co mają, a mają znacznie mniej od nas. Są gościnni i otwarci na innych ludzi. Wizyty towarzyskiej nie trzeba zapowiadać z wyprzedzeniem, po prostu przychodzi się. Widują się dość często i wszechobecne telefony komórkowe specjalnie tego nie zmieniły.

Ukraina to także Serhij Bubka, najlepszy skoczek o tyczce wszechczasów, 35 razy bił rekordy świata. To także piłkarz Andrij Szewczenko, pierwszy Ukrainiec, który zdobył Ligę Mistrzów (2003), a rok później Złotą Piłkę. Ukraina dwukrotnie wygrała konkurs piosenki Eurowizji: w 2004 Rusłana z „Wild Dances” i w 2016 Jamała z „1944”. Nam się to jeszcze nigdy nie udało.

W najnowszej historii nie wszystko układało się między nami dobrze; były także wydarzenia bardzo tragiczne. Konkurs do którego was zapraszamy nosi nazwę Poznajmy się. Poznajmy się dzisiaj, żeby jutro nic podobnego nie mogło się już wydarzyć. Poznajcie naszych wschodnich przyjaciół, waszych rówieśników. Pomyślcie, co możecie razem przygotować na konkurs. Nie będzie trudności w porozumieniu się, bo język ukraiński uchodzi za najbardziej podobny do polskiego. Powodzenia.

Hindusi w Polsce

Hindusi czyli mieszkańcy Indii, to nie zawsze hindusi. Jak to możliwe? Odnosząc się do nazwy pisanej z dużej litery mamy na myśli obywateli Republiki Indii, kiedy jednak napiszemy to słowo z małej litery chodzi o wyznawców hinduizmu. Hindusi w Polsce pochodzą głównie z północy Indii i są w większości wyznawcami hinduizmu, chociaż zdarzają się także sikhowie i muzułmanie. Mają swoje świątynie także w Polsce. W województwie mazowieckim znajdują się dwie z nich, hinduistyczna Hindu Bhavan w Wólce Kosowskiej oraz sikhijska Gurudwara Singh Sabha w Raszynie.

Hindusi przyjeżdżający do Polski to z reguły migranci ekonomiczni, migrujący w celach zarobkowych. Główne obszary ich zatrudnienia to branża handlowa oraz gastronomiczna. W ostatnich latach wzrósł także odsetek Hindusów przyjeżdżających do Polski na studia oraz wysoko wykwalifikowanych pracowników, szczególnie z obszaru IT oraz medycznego. Największe skupisko Hindusów zamieszkujących Polskę to Warszawa i jej okolice oraz Łódź.

W Polsce działa między innymi Polsko-Indyjska Izba Gospodarcza, której celem jest wspieranie i promowanie współpracy biznesowej pomiędzy Polską a Indiami, a także Indyjskie Stowarzyszenie w Polsce promujące kulturę Indii.

Kultura hinduska pociąga swoją egzotyką, kolorami, smakami. Powszechnie znana jest Joga, filmy z Bollywood, jak i dobrze przyprawione kurkumą, kminem, czy kolendrą potrawy podawane z chlebkiem naan z glinianego pieca tandoor. Wydawać by się mogło, że Święto Holi, czyli święto radości i wiosny, które zagościło w bardziej skomercjalizowanej formie także w Polsce, ma niewiele wspólnego z polskimi tradycjami. Jednak to nieprawda! Zwyczaj witania wiosny i żegnania zimy w każdym rejonie Indii trochę się różni. Święto rozpoczyna się przy ognisku Holika, przy którym ludzie wspólnie śpiewają i tańczą. Następnego dnia rano odbywa się karnawał kolorów. Świętujący obrzucają się wzajemnie kolorowymi barwnikami i polewają wodą. Podobnie jak w przypadku śmigusa-dyngusa w Polsce, kiedy w poniedziałkowy poranek trwa walka na wodę. Geneza ludowych zwyczajów obchodzonych w Poniedziałek Wielkanocny również związana jest z radością po odejściu zimy i przebudzeniu się wiosny.

Ciekawym przykładem relacji polsko – indyjskich jest historia związana z osobą maharadży Jam Saheba Digvijay Sinhji, który w czasie II wojny światowej udzielił pomocy ponad tysiącu polskich dzieci, które po strasznych przeżyciach w obozach na Syberii i stracie rodziców uchodziły z terenów Związku Radzieckiego razem z przyszłymi żołnierzami Armii Andersa. Maharadża przewiózł małych polskich uchodźców do Indii, stworzył dla nich w Indiach prawdziwy dom, wychował je, wykształcił, dbając o zachowanie ich tożsamości religijnej i narodowej. I Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Warszawie przyjęło hinduskiego maharadżę za swego patrona. Obecnie jest to Zespół Szkół Społecznych im. Maharadży Jam Saheba Digvijaj Sinhji. Do szkół tego Zespołu przyjmowane są dzieci uchodźców z różnych stron świata. Powinniśmy pomagać innym tak jak nasz patron, hinduski maharadża, pomagał polskim dzieciom – mówią uczniowie tych szkół. Na warszawskiej Ochocie uczczono pamięć o maharadży nazywając skwer imieniem Dobrego Maharadży.

Nie ulega wątpliwości, że Hindusi mieszkający w Polsce mają wkład w urozmaicenie naszej kultury. Sami pochodząc z wielokulturowego państwa gdzie współegzystują różne narody, kultury i religie potrafią dobrze odnaleźć się na polskiej ziemi.

Uchodźcy z Tybetu

Tybet, nazywany „ krainą na dachu świata”, kojarzy się ze spokojem klasztornych świątyń, olbrzymimi, niezamieszkałymi przestrzeniami oraz wysokimi górami (często powyżej 7-8 tys. m n.p.m.). Ten przepiękny kraj ma niezwykłą historią, w której przeplatają się czasy rozkwitu i pokoju, jak też wojny, zagrożenia i w końcu utraty niepodległości. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. rozpoczął się najtrudniejszy okres w historii Tybetu. Nastąpiło zajęcie państwa przez komunistyczne Chiny z mocno okrojonym terytorium Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.

Do niedawna, bo do początku XX w., Tybet znany był jako kraj wyznaniowy z dominującą religią buddyjską, izolujący się od polityki i współpracy międzynarodowej. Dopiero po zajęciu Tybetu przez Chiny olbrzymi exodus Tybetańczyków z Dalajlamą na czele do Indii spowodował, że o tym państwie zaczęło się mówić. To Ghandi i inni politycy w Indiach zwrócili uwagę na wielki problem, w jakim znalazł się Tybet i zaczęli wspierać Tybetańczyków. W Indiach udzielano przybyszom z Tybetu nie tylko doraźnego schronienia, ale przekazywano im także ziemię.

W tym czasie swoją drogę po świecie rozpoczął Dalajlama – duchowy przywódca Tybetańczyków. W trakcie wizyt w różnych państwach, opowiadał o buddyjskich wartościach: o „drodze środka”, o potrzebie wybaczania wrogom, o konieczności ratowania zagrożonej przyrody. Dalajlama był zdecydowanym przeciwnikiem wojen – dążył do pokojowych negocjacji z rządem Chin w sprawie odzyskania wolności przez Tybet.
Dalajlama przyjechał też do Polski na zaproszenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i polskiego parlamentu. Jego pierwsza wizyta miała miejsce w 1993 roku (kolejne w: 2000 r, 2008 r., 2009 r., 2010 r., 2013 r., 2016 r.). W trakcie jednego z pierwszych spotkań zapytano Dalajlamę, w jaki sposób my Polacy możemy pomóc jego narodowi. Dalajlama odpowiedział, że bardzo cenne byłoby, gdyby Polska mogła pomóc w kształceniu Tybetańczyków, ponieważ kraj, który nie ma wolności, nie może rozwijać własnego systemu edukacji, a bardzo potrzebuje wykształconych ludzi.

Już w rok po tej wizycie podjął pracę na Uniwersytecie Warszawskim pierwszy Tybetańczyk. Kolejni czterej przyjechali rok później na studia – troje z nich rozpoczęło studia na Akademii Medycznej, a jeden na Politechnice. Wśród absolwentów Akademii Medycznej w Polsce był Tsering Wangchuk, który wrócił do Indii i pracował w ośrodkach tybetańskich, w miejscach gdzie były najtrudniejsze warunki zdrowotne, a w kilka lat później został Ministrem Zdrowia w Rządzie Tybetańskim na Wychodźstwie. Wśród studiujących w Polsce Tybetańczyków był też, nieżyjący już dr Tenzin Yangchub (umarł w 2018 r.), który początkowo – jeszcze w Indiach – pracował w ochronie Dalajlamy, następnie studiował medycynę tybetańską i przyjechał na dalsze studia do Polski. Założył on własną klinikę medyczną, która działała i nadal działa pod patronatem Dalajlamy. Następnych ośmiu Tybetańczyków – przyjechało na studia kilka lat później. Troje z nich zawarło związek małżeński z Polkami. Obecnie w Polsce jest coraz więcej małżeństw mieszanych polsko-tybetańskich, mieszkają też w naszym kraju małżeństwa tybetańskie, których dzieci urodzone w Polsce stanowią nowe pokolenie wychowanych w Polsce Tybetańczyków.

W pierwszych latach XXI wieku rozpoczęła działalność wspomagająca tybetańskich uchodźców Fundacja Sam Dżub Ling i Tibet House „Acala”. Pewnego dnia do Fundacji dotarła wiadomość, że w obozie dla uchodźców pod Warszawą przebywa dwóch mnichów tybetańskich. Wkrótce stali się oni rezydentami Tibet House „Acala”. Do nich został wkrótce zaproszony kolejny mnich z Tybetu. Dzięki współpracy Fundacji z Krystyną Starczewską, dyrektorką Zespołu Społecznych Szkół „Bednarska”, z wiosek tybetańskich w regionie Kham zostało do Polski zaproszonych na naukę kilkoro dzieci. Zaproszone zostały także dzieci tybetańskie z Indii. Zaopiekowały się nimi polskie rodziny. Dzieci ukończyły gimnazjum, liceum i zdały maturę. Większość z nich zdobywa obecnie wyższe wykształcenie. Na przykład jedna z tybetańskich dziewczynek dostała się w tym roku na wydział operatorski Łódzkiej Szkoły Filmowej, inna studiuje na Akademii Sztuk Pięknych, pozostali są studentami Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego. Dwie Tybetanki uczęszczają jeszcze do Liceum Zespołu Szkół „Bednarska”.

Od czasu, gdy powstał program Erasmus, do Polski przyjeżdża obecnie coraz więcej Tybetańczyków na studia. Są też w Polsce Tybetańczycy, którzy podejmują własną działalność gospodarczą – przykładem jest założony przez przybyszy w Warszawie Bar Tybetański – Tsongkha Momo.

Autor: Drolma

Wietnamczycy

Z Wietnamczykami polscy mieszkańcy wielkich miast stykają się niemal każdego dnia. Od kilku dekad przybysze z dalekiego krańca Azji stosunkowo licznie mieszkają w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Katowicach, Lublinie, Wrocławiu, Gdańsku, czy Szczecinie. Pracują, a ich dzieci chodzą do polskich przedszkoli i szkół. Jest też sporo mieszanych małżeństw i dzieci z takich związków. Wietnamczycy są z natury spokojni, nie narzucają się ze swoją kulturą. Wiemy o nich bardzo mało. Nawet hasło w Wikipedii – Wietnamczycy – liczy kilkanaście wierszy, dając smutne świadectwo małego zainteresowania. Czas to zmienić.

Z dalekiej Azji

Wietnam leży daleko od Polski, w Azji Południowo-Wschodniej. Od północy graniczy z Chinami, a od zachodu z Laosem i Kambodżą. Jest rozciągnięty z północy na południe na kształt wydłużonej litery S. Niezwykłego uroku przydaje Wietnamowi bardzo długa (3 444 kilometry) i urozmaicona linia brzegowa, która ciągnie się od Zatoki Tonkińskiej na północy po Zatokę Tajlandzką na południu.

Wietnam zajmuje obszar nieco większy niż Polska (332 000 km2), ale jest znacznie gęściej zaludniony. Wśród 88 mln Wietnamczyków są członkowie 54 różnych grup etnicznych, różniących się od siebie nie tylko kulturą, ale także językiem i pismem. Zdecydowaną większość, bo blisko 86%, stanowią Wietowie zamieszkujący tereny nizin oraz urodzajne okolice delt Czerwonej Rzeki i Mekongu. Mniejsze grupy etniczne zasiedlają głównie rejony górsko-wyżynne.

Wietnam jest krajem wielu wyznań. Sześć oficjalnych religii to: buddyzm Sangha (50%), wietnamski katolicyzm (10%), kaodaizm (1,5%), buddyzm H?a H?o (1,5%), protestantyzm (1,2%) i wietnamski islam (0,1%). Buddyści rozsiani są mniej więcej równomiernie. Katolicy w zdecydowanej większości zamieszkują na południu w okolicy Sajgonu. Filozofia mieszkańców Wietnamu kształtowała się pod wpływem wschodnich systemów, chińskiego i hinduskiego buddyzmu, konfucjanizmu i taoizmu. Dla Wietnamczyków ważne są harmonia i dobre relacje z innymi. Cenią naukę i ludzi wykształconych. Szacunkiem otaczają starszych, szczególnie własnych przodków.

Kultura wietnamska jest znana ze swojego bogactwa. Do jej czołowych dziedzin należy muzyka i teatr. Na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO trafiły śpiewy quan h?, przestrzeń kulturowa gongów (Không gian văn hóa C?ng Chi?ng Tây Nguy?n), muzyka dworu cesarskiego Nh? nh?c. O wysokiej kulturze i dawnym znaczeniu Wietnamu świadczą wspaniałe zabytki. Niektóre z nich jak Zakazane Miasto w Hu? i sanktuarium w M? S?n uległy niemal całkowitemu zniszczeniu podczas wojen.

W drodze do Polski

Pierwszymi przybyszami z Wietnamu do Polski byli studenci. Pojawili się na polskich uczelniach w roku akademickim 1957/1958. Przez kilkanaście lat przybywało ich do Polski niewielu (w sumie kilkudziesięciu Wietnamczyków studiowało w Polsce),ich przyjazdy nabrały tempa w latach 70-tych w związku z wojną amerykańsko-wietnamską. Państwa bloku wschodniego włączyły się wówczas w udzielanie pomocy ludności pogrążonemu w działaniach wojennych Wietnamowi. Najzdolniejsi uczniowie wietnamscy otrzymywali polskie stypendia. Z reguły po ukończeniu studiów zostawali w Polsce, zakładali rodziny, a gdy to było możliwe ściągali swoich krewnych. Polska zaczęła być znana i ceniona w Wietnamie. W Hanoi powstał wydział polonistyki na miejscowym uniwersytecie, budowano fabryki przy wsparciu polskich specjalistów. W latach osiemdziesiątych zawitali w Polsce wietnamscy reemigranci, którzy zakończyli kontrakty pracownicze w Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech. Po roku 1989 w związku z otwarciem granic także z Niemiec napłynęła do Polski pewna liczba Wietnamczyków. Największe znaczenie miały jednak przyjazdy w ostatnim ćwierćwieczu, wprost z Wietnamu. Część imigrantów przybywała nielegalnie. Zazwyczaj Wietnamczycy traktowali Polskę jako miejsce docelowe. W naszym kraju chcieli spędzić swoje życie. Zapewne ważną rolę odgrywał rozwój polskiej gospodarki, łatwo było u nas znaleźć miejsce pracy. Ważnym elementem była też polska edukacja, bo dla przybyszów z Azji kształcenie dzieci jest jednym z priorytetów. Wietnamczycy cenią nasz system edukacji. Nie jest kwestią przypadku, że w szkołach o wysokim poziomie od lat jest wielu uczniów wietnamskich.

Według mało precyzyjnych danych Polska jest dziś trzecim w Europie, po Francji i Niemczech, skupiskiem imigracji wietnamskiej. Ścisłych danych nie ma – trzeba więc opierać się na danych szacunkowych. Oficjalnie liczba pozwoleń na zamieszkanie na czas określony lub zezwoleń na osiedlenie się Wietnamczyków w Polsce wynosi około 20 tysięcy. Urząd ds. Repatriacji i Cudzoziemców w roku 2001 podawał jednak, że liczba Wietnamczyków może przekraczać 40 tysięcy. Teresa Halik z Zakładu Krajów Pozaeuropejskich PAN posługuje się podobną liczbą. Natomiast ksiądz Edward Osiecki, werbista, duszpasterz wietnamskich katolików szacuje, że obecnie w Polsce może przebywać około 60 tysięcy Wietnamczyków.

Życie codzienne w Polsce

Wietnamczycy najczęściej zajmują się handlem i gastronomią. W Warszawie przez wiele lat najłatwiej było ich spotkać na Stadionie Dziesięciolecia, gdzie handlowali odzieżą i obuwiem, mieli też wypożyczalnie kaset, salony kosmetyczne i fryzjerskie, zakłady krawieckie, prowadzili bary i sklepy spożywcze, popularyzując produkty rodem z Azji, w tym przyprawy, zioła i warzywa. Po likwidacji tego ogromnego targowiska niektórzy z nich zmienili pracę lub przenieśli się do nowszych enklaw handlu: do centrum hurtowego w Wólce Kosowskiej pod Warszawą i na bazary na Marywilskiej i Bakalarskiej. Wielu Wietnamczyków prowadzi restauracje i bary. Wielu pracuje też w innych zawodach – są ekonomistami, prawnikami, tłumaczami, naukowcami i wykładowcami wyższych uczelni. Elitę tworzą absolwenci polskich szkół wyższych. Przebywają w Polsce najdłużej, znają język i realia, zazwyczaj posiadają polskie obywatelstwo. Często wchodzą w związki małżeńskie z Polakami. Grupa Wietnamczyków wykształconych w Polsce z roku na rok powiększa się, na rynek pracy wchodzi drugie pokolenie – ci, którzy polską edukację zaczęli w szkole podstawowej i którzy językiem polskim władają nie gorzej niż dobrze wykształceni Polacy.

Wbrew wrażeniu, które można odnieść w powierzchownych kontaktach z Wietnamczykami, nie wyzbyli się oni poczucia przynależności narodowej. W Warszawie działa sobotnia szkółka języka wietnamskiego. Są świątynie buddyjskie. W miejsce dawnej świątyni w pobliżu Stadionu Dziesięciolecia powstały dwie nowe: Ch?a Thi?n Phúc w Laszczkach koło Raszyna oraz Ch?a Nhân Hoá w pobliżu Wólki Kosowskiej. Działają też grupy wietnamskojęzyczne Świadków Jehowy, które prowadzą zebrania zborowe w języku wietnamskim. Wietnamczycy mieszkający w Polsce mają też swoje organizacje polityczne, stowarzyszenia, gazety. Najstarszą organizacją wietnamską jest działające od roku 1986 Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Wietnamczyków, z oddziałami w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Bydgoszczy, Lublinie i Przemyślu. TSKW zajmuje się integrowaniem elity wietnamskiej, podtrzymywaniem kultury wietnamskiej – organizuje kursy wietnamskiego dla dzieci z mieszanych małżeństw, obchody wietnamskiego Nowego Roku, Dnia Dziecka. W 1999 roku powstało Stowarzyszenie Wietnamczyków w Polsce „Solidarność i Przyjaźń”. Skupia ono kilka tysięcy osób i ma podobne cele. Wietnamczycy kultywują spotkania towarzyskie w gronie mieszkańców tych samych okolic, albo w ramach klubów sportowych, tanecznych, stowarzyszeń kobiecych itp. W języku wietnamskim ukazuje się kilkanaście czasopism. Można je kupić w Wólce Kosowskiej. Od roku 2009 działa internetowa gazeta skierowana do wszystkich Wietnamczyków w Unii Europejskiej „Vietinfo.eu”.

Integracja i jej problemy

Naukowcy badający społeczność wietnamską w Polsce zwracają uwagę na trudności w integracji ze społeczeństwem polskim części przybyszy z Wietnamu. Dotyczy to tej grupy, której integrację utrudniają bariery językowe. Część imigrantów w pierwszym pokoleniu nie nauczyła się dobrze języka polskiego – są tacy, którzy funkcjonują w ogóle bez znajomości polskiego, co umożliwia im bogaty rynek usług wietnamsko-wietnamskich. Młodsze pokolenie Wietnamczyków, wykształcone w Polsce, jest dużo lepiej zintegrowane z Polakami i dobrze osadzone w kulturze europejskiej. Mamy wiele przykładów Wietnamczyków, którzy twórczo uczestniczą w naszej kulturze. Na przykład Dang Thai Son jako pierwszy Azjata wygrał w 1980 roku Konkurs Chopinowski.

Poważny problem dla wielu imigrantów z Wietnamu stanowią ciągle sprawy związane z oficjalną legalizacją ich pobytu w Polsce. Zgodnie z prawem wszystkie osoby nie posiadające obywatelstwa polskiego muszą posiadać ważną kartę pobytu, która w zależności od statusu przedłużana jest na 1 rok, 2 lata, 5 lub 10 lat. Jej przedłużanie wiąże się jednak z wieloma trudnościami. Przeciągające się procedury rozpatrywania wniosków powodują brak przedłużonej na czas karty pobytu i przesunięcie danej osoby do grupy nielegalnych imigrantów, co wiąże się z ryzykiem deportacji.

Znani Wietnamczycy: Dang Thai Son jako pierwszy Azjata wygrał w 1980 r. Konkurs Chopinowski. Ton Van Anh, wietnamska opozycjonistka i obrończyni prawa człowieka, od dziecka mieszkająca w Warszawie. Jej rodzice zdecydowali się na emigrację w latach 90., choć w kraju nie powodziło im się źle. „Zrobili to dla nas, żebyśmy zdobyli dobrą edukację, mieli dobre warunki do rozwoju.”

Przykładem na zacieśnianie się współpracy polsko-wietnamskiej jest wyjazd grupy młodych polskich matematyków na Olimpiadę w Hanoi w marcu 2018. Wyjazd ten doszedł do skutku dzięki pośrednictwu wietnamskich naukowców pracujących w Polsce, został też w części sfinansowany przez diasporę wietnamską z Warszawy.

Interesujący film o społeczności wietnamskiej w Warszawie nakręcony przez polską nastolatkę wychowaną w USA może być inspiracją dla uczestników konkursu „Poznajmy się”.

Żydzi

Kto jest Żydem? Wedle religii żydowskiej (judaizmu), jest nim każdy, kto ma żydowską matkę. Wedle Leo Treppa, rabina i autora książki Żydzi, naród, historia, religia, jest nim każdy, który sam siebie uważa za Żyda i czuje się związany z narodem żydowskim.
To może Żydów rozpoznaje się po wyglądzie? Owszem, pokutuje wizerunek Żyda z pejsami, w chałacie i charakterystycznym żydowskim kapeluszu. Ale współcześni Żydzi są biali, czarni, blondyni i bruneci, mają czarne lub niebieskie oczy, bo nie są odrębną rasą. Pochodzą i z Europy i z Afryki i z Azji. Wyglądają jak Albert Einstein, Janusz Korczak, Marek Edelman, jak mleczarz Tewe ze Skrzypka na dachu. Czy wiecie, że 34% laureatów Nobla ma pochodzenie żydowskie, a połowa z nich ma polskich przodków? Czy wiecie, że jednym z założycieli państwa Izrael był Żyd z Polski? To Dawid, Józef, Gryn, syn adwokata z Płońska, znany na świecie jako Ben Gurion. Był pierwszym premierem nowego żydowskiego państwa, a w jego rządzie połowa ministrów pochodziła z Polski. To najwybitniejsza postać we współczesnej historii Izraela.

W końcu XVIII wieku w Polsce mieszkało około 80% ogólnej liczby wyznawców judaizmu na całym świecie. Przybywali do Polski przez stulecia, wypędzani z całej Europy; z Niemiec, Węgier, Francji, Austrii, Hiszpanii, Portugalii, Kijowa, Moskwy. Bo Polska była jednym z najbardziej tolerancyjnych państw Europy i stała się domem dla dużej społeczności żydowskiej. Przed drugą wojną światową obywatelami polskimi było około 3,5 miliona Żydów. Według ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego (2011) narodowość inną niż polską (albo jako drugą obok polskiej) zadeklarowało zaledwie 7.508 Żydów – 14 miejsce na liście, daleko za Niemcami, Ukraińcami, Romami.

Rynek w Siemiatyczach przed II wojną – strona Beit Sefer Kadima

Gdzie się podziała reszta polskich Żydów z trzech i pół miliona przed wojną? Część wyjechała do nowego państwa żydowskiego, Izraela; część zdecydowała się opuścić Polskę po obrzydliwej nagonce antysemickiej w roku 1968. Ale to było w sumie zaledwie kilkaset tysięcy osób. Reszta zginęła w Zagładzie, Holokauście. Nikt nie wie ilu ich było. Można tylko szacować, że 3 miliony.

To może zachowały się przynajmniej prochy zamordowanych Żydów? Bardzo niewielu z nich spoczywa w Polsce na cmentarzach. Ginęli w komorach gazowych, ich ciała palono, a prochy wyrzucano gdziekolwiek. W obozie koncentracyjnym z Bełżcu wysypywano je do rzeki. Ale i po tych, których pochowano na cmentarzach niewiele zostało, bo wiele z tych cmentarzy zdewastowano, a nagrobki (zwane macewami) wykorzystywano jako materiał budowlany.

Żydów w Polsce już prawie nie ma, ale ślady po nich są niemal wszędzie. Pozostawili po sobie wspaniałe dzieła literackie jak Julian Tuwim i jego „Lokomotywa”, Stanisław Lem i jego „Solaris”; muzyczne jak Henryk Wieniawski czy Władysław Szpilman (bohater filmu „Pianista” Romana Polańskiego). Byli sławnymi artystami jak Jan Kiepura; reżyserami jak Aleksander Ford i Andrzej Munk. Tę listę można ciągnąc bez końca. Chyba nie ma w Polsce miejscowości, w której kiedyś nie mieszkali Żydzi, bo są z nami razem od 1000 lat. Wystarczy położyć palec gdziekolwiek na mapie i jeżeli w tym miejscu jest jakieś miasteczko, czy wieś, to są tam jakieś ślady po Żydach. Trzeba ich nieraz mocno poszukać, ale są. Przekonują się o tym uczniowie uczestniczący w organizowanym przez Muzeum Historii Żydów Polskich, POLIN, programie Szkoła Dialogu. Muzeum POLIN jest także doskonałym miejscem do poszukiwania wiedzy o historii polskich Żydów. https://www.polin.pl/pl/o-muzeum Równie cennym miejscem jest Żydowski Instytut Historyczny http://www.jhi.pl/instytut Zapytajcie także panią z biblioteki szkolnej albo biblioteki publicznej w waszej miejscowości o książki opowiadające o polskich Żydach, może także o tych z waszej miejscowości?

 

Czeczeni

Czeczenia to autonomiczna republika, ze stolicą w mieście Grozny, wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej. Jest położona na północnym Kaukazie, graniczy z rosyjskimi Dagestanem na wschodzie, Inguszetią na zachodzie i Krajem Stawropolskim na północy oraz z Gruzją na południu.
W czasie rozpadu ZSRR grupa przywódców czeczeńskich ogłosiła niepodległość republiki, która trwała od 1991 r. do 1994 r., pomimo braku oficjalnego uznania przez inne państwa. W 1992 r. Czeczenia odmówiła podpisania układu stowarzyszeniowego z Federacją Rosyjską. Rosja nie uznała tej odmowy i w 1994 r. rozpoczęła wojnę mającą na celu opanowanie Czeczenii. W 1996 r. konflikt zakończył się zwycięstwem zwolenników niepodległości.
Drugą próbę podporządkowania republiki Rosja podjęła w 1999 r., i po zajęciu całego terytorium przez wojska federalne ogłosiła w 2002 r. oficjalne zakończenie wojny.

Obie napaści doprowadziły do wielkich zniszczeń i doszczętnie zrujnowały Czeczenię. Odbudowa kraju trwa do dzisiaj. Mimo oficjalnego zawieszenia broni w dalszym ciągu mają miejsce starcia zbrojne i Rosja utrzymuje w republice około 60 tysięcy żołnierzy. Brak poczucia bezpieczeństwa, bieda i bezrobocie zmuszają ludność cywilną do opuszczenia kraju. Niektórzy szukają pracy na terenie innych republik Federacji Rosyjskiej, inni próbują uciekać dalej.
Do Polski Czeczeni przyjeżdżają od ponad 15 lat – pierwsi przybyli zaraz po rozpoczęciu wojny rosyjsko–czeczeńskiej (grudzień 1994 r.). Początkowo było ich niewielu, jednak wraz z nasileniem działań wojennych w 2000 r. (tzw. druga wojna rosyjsko–czeczeńska) liczba uchodźców znacząco się zwiększyła. Dziennie o azyl w Polsce prosiło nawet 30 osób.

Gdy zapytać Czeczena o historię jego narodu, opowieść rozpocznie od proroka Noego: „… najpierw był prorok Noh, on ze swą Arką osiadł na górze Ararat, a potem powędrował w góry Kaukazu, tam gdzie teraz my mieszkamy. W czeczeńskim języku Czeczenia to Nochcziczjo,a a Czeczen to Nochczi, co tłumaczy się jako „Człowiek Noego”. To dowodzi, że wszyscy pochodzimy od tego jednego wielkiego przodka, więc mamy bardzo starą historię”.
Takich mitycznych opowieści o pochodzeniu narodu czeczeńskiego można usłyszeć wiele. Będą je przytaczać prości ludzie, ale i „naukowcy”, którzy próbują udowodnić wielkie pochodzenie Nachów (praplemion zamieszkujących obecne tereny Czeczeni), ale przede wszystkim politycy i tzw. budziciele narodowi.
Nie ulega wątpliwości, że Czeczeni od dawna zamieszkują góry Kaukazu. Mówi się, że już na przełomie III tysiąclecia p.n.e. na tych terenach zaczęła rodzić się specyficzna kultura ludów budujących wysokie obronne twierdze na zboczach górskich w obronie przed napaściami wrogów. Ludy te, nazywane nachskimi lub wajnachskimi (współcześnie do tej grupy zaliczamy Czeczenów i Inguszy), posługiwały się własnym językiem, który można zaliczyć do grupy języków kaukaskich.

Czeczeni, jak wszyscy mieszkańcy północnego Kaukazu, są otwarci i bardzo gościnni. Jak twierdzą, ich prawo zwyczajowe, tzw. Adat, określa model zachowania we wszystkich kategoriach życia. Jedną z największych wartości jest rodzina. Rzadko spotyka się małżeństwo posiadające mniej niż trójkę dzieci. Wszystkie pokolenia starają się mieszkać razem, pomagać sobie oraz otaczają wielkim szacunkiem starszych. Czeczeński mężczyzna jest niezwykle dumny ze swego pochodzenia, mówi się, że każdy powinien znać imiona przynajmniej siedmiu przodków w linii męskiej. Idealną czeczeńską kobietę natomiast cechuje skromność i gościnność. Powinna zajmować się domem i wychowywaniem dzieci, słuchać męża, nigdy publicznie nie podważać jego słów i być miłą dla wszystkich mężczyzn, których przyprowadzi do domu. W rzeczywistości Czeczenki są silne i zaradne, do czego zmusiła je wojna i niepewność jutra.

Kim są ci inni?

Czy wiesz, czym różni się uchodźca od emigranta? Uchodźca to osoba, która na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej zmuszona była opuścić kraj pochodzenia oraz która z tych powodów nie może lub nie chce korzystać z ochrony swojego kraju. Zajrzyj tutaj po więcej informacji:
Zobacz

Najwięcej osób w Polsce z ważnym zezwoleniem na pobyt wydanym w związku z otrzymaniem jednej z form ochrony pochodzi z Rosji i Ukrainy. Tę i wiele innych wiadomości na temat uchodźców znajdziesz tutaj:
Przeczytaj

Jeśli chcesz wiedzieć, ilu cudzoziemców, w tym uchodźców, aktualnie przebywa w Polsce, zostań odkrywcą dzięki tej mapce:
Zobacz

Uchodźcy mieszkający w Polsce pochodzą z najróżniejszych zakątków ziemi. Na dzień 3 sierpnia 2018 roku najwięcej było tych z Federacji Rosyjskiej (406 osób), Syrii (275 osób), Białorusi (105 osób), Ukrainy (97 osób), Iraku (65 osób) i Afganistanu (55 osób).
Czy wiesz, że bliskie kontakty z Irakiem od lat 60. do 80. wpłynęły na popularyzację w tym kraju dwóch polskich kreskówek, które na stałe zagościły w irackiej telewizji i cieszyły się ogromną popularnością w tamtym czasie: „Bolka i Lolka” oraz „Reksia”? Chciałabyś/chciałbyś poznać więcej szczegółów dotyczących państw, z których pochodzą uchodźcy, ich zwyczaje, kuchnię i związki z Polską? Tu znajdziesz świetne kompendium wiedzy na ten temat:
Zobacz

Czy słyszałaś/ słyszałeś o osobach, które nie są obywatelami żadnego państwa? Takie osoby także mieszkają w Polsce i mogą być uchodźcami. To bezpaństwowcy. Przyczyny zostania bezpaństwowcem są różne, na przykład zmiany granic państw czy wojny, ale zdarza się też, jak w Jordanii, że jeżeli kobieta wyjdzie za mąż za cudzoziemca, jej dzieci nie otrzymują obywatelstwa. Więcej o pojęciu bezpaństwowości możesz przeczytać tutaj:
Przeczytaj

Jak rozwijać wrażliwość międzykulturową?

Naszą umiejętność porozumiewania się z osobami z innych kultur, wyznającymi inne religie czy wartości nazywamy wrażliwością międzykulturową. Każdy z nas może tę wrażliwość w sobie odnaleźć i rozwijać. Jak to robić? Poniżej znajdziecie kilka podpowiedzi.

Pierwszym krokiem jest akceptacja różnic. Różnice są jak klucz – mogą zamykać lub otwierać. To od nas zależy, w jaki sposób ich użyjemy. Możemy dzielić świat na „nas” i „ich” („my” – „oni”) albo wchodzić w bliższe relacje z różnym od nas człowiekiem i z ciekawością odkrywać świat drugiej osoby, ucząc się od siebie nawzajem. Akceptacja polega na uznaniu faktu, że moja kultura i system wartości są jednym z wielu równie ciekawych, ważnych i wysoce rozwiniętych sposobów postrzegania i rozumienia świata. Taka postawa budzi otwartość i sprawia, że różnice zaczynają wzbogacać nasze relacje. Każdy może wnieść do naszego świata coś innego, nowego. Wówczas pełniej będziemy dostrzegać również to wszystko, co nas łączy.

Drugi krok to słuchanie i empatia. Osobiste spotkanie z daną osobą i słuchanie jej sprawiają, że zaczynamy wchodzić w relację i patrzeć na innych bardzo indywidualnie, nie tylko poprzez ich przynależność do jakiejś grupy czy kultury. Ważne, aby po prostu spotykać się i być z ludźmi – czasem wystarczy tylko albo aż tyle. Umiejętność słuchania z uwagą pomaga nam poznać innego człowieka, jego świat, marzenia i potrzeby. Pozwala nam także przestawić się i wczuć w inną perspektywę oraz szukać innych odniesień niż te, które są nam znane. Empatia to po prostu pełna obecność i skupienie na tym, co druga osoba ma nam do powiedzenia, czasem również bez słów. Możemy być zadziwieni, jak wiele opowieści usłyszymy, kiedy zdecydujemy się słuchać innych.

Tutaj możecie zobaczyć, co dzieje się, kiedy spotykamy i słuchamy innych:

I wreszcie krok trzeci, którym jest szukanie wielu odniesień. Jest to umiejętność spojrzenia na jedną sytuację z kilku perspektyw, bez oceniania według własnego systemu wartości. Bardzo pomocne jest tu oddzielanie naszych ocen i opinii od opisu sytuacji w oparciu o fakty. Jest to umiejętność opisywania świata, ludzi i ich zachowań bez oceniania i przypisywania ich do znanych nam uogólnionych kategorii – stereotypów. Wychodząc poza ocenę, szukamy odniesień do wielu sposobów postrzegania świata. Pomaga nam to uświadomić sobie, że istnieje wiele możliwych interpretacji tego samego zachowania czy tej samej sytuacji. Ocena jest często subiektywna i może krzywdzić, ponieważ odnosi się do wąskiego kryterium opartego na doświadczeniu danej osoby czy grupy.