Uchodźcy z Tybetu

Tybet, nazywany „ krainą na dachu świata”, kojarzy się ze spokojem klasztornych świątyń, olbrzymimi, niezamieszkałymi przestrzeniami oraz wysokimi górami (często powyżej 7-8 tys. m n.p.m.). Ten przepiękny kraj ma niezwykłą historią, w której przeplatają się czasy rozkwitu i pokoju, jak też wojny, zagrożenia i w końcu utraty niepodległości. W latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. rozpoczął się najtrudniejszy okres w historii Tybetu. Nastąpiło zajęcie państwa przez komunistyczne Chiny z mocno okrojonym terytorium Tybetańskiego Regionu Autonomicznego.

Do niedawna, bo do początku XX w., Tybet znany był jako kraj wyznaniowy z dominującą religią buddyjską, izolujący się od polityki i współpracy międzynarodowej. Dopiero po zajęciu Tybetu przez Chiny olbrzymi exodus Tybetańczyków z Dalajlamą na czele do Indii spowodował, że o tym państwie zaczęło się mówić. To Ghandi i inni politycy w Indiach zwrócili uwagę na wielki problem, w jakim znalazł się Tybet i zaczęli wspierać Tybetańczyków. W Indiach udzielano przybyszom z Tybetu nie tylko doraźnego schronienia, ale przekazywano im także ziemię.

W tym czasie swoją drogę po świecie rozpoczął Dalajlama – duchowy przywódca Tybetańczyków. W trakcie wizyt w różnych państwach, opowiadał o buddyjskich wartościach: o „drodze środka”, o potrzebie wybaczania wrogom, o konieczności ratowania zagrożonej przyrody. Dalajlama był zdecydowanym przeciwnikiem wojen – dążył do pokojowych negocjacji z rządem Chin w sprawie odzyskania wolności przez Tybet.
Dalajlama przyjechał też do Polski na zaproszenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i polskiego parlamentu. Jego pierwsza wizyta miała miejsce w 1993 roku (kolejne w: 2000 r, 2008 r., 2009 r., 2010 r., 2013 r., 2016 r.). W trakcie jednego z pierwszych spotkań zapytano Dalajlamę, w jaki sposób my Polacy możemy pomóc jego narodowi. Dalajlama odpowiedział, że bardzo cenne byłoby, gdyby Polska mogła pomóc w kształceniu Tybetańczyków, ponieważ kraj, który nie ma wolności, nie może rozwijać własnego systemu edukacji, a bardzo potrzebuje wykształconych ludzi.

Już w rok po tej wizycie podjął pracę na Uniwersytecie Warszawskim pierwszy Tybetańczyk. Kolejni czterej przyjechali rok później na studia – troje z nich rozpoczęło studia na Akademii Medycznej, a jeden na Politechnice. Wśród absolwentów Akademii Medycznej w Polsce był Tsering Wangchuk, który wrócił do Indii i pracował w ośrodkach tybetańskich, w miejscach gdzie były najtrudniejsze warunki zdrowotne, a w kilka lat później został Ministrem Zdrowia w Rządzie Tybetańskim na Wychodźstwie. Wśród studiujących w Polsce Tybetańczyków był też, nieżyjący już dr Tenzin Yangchub (umarł w 2018 r.), który początkowo – jeszcze w Indiach – pracował w ochronie Dalajlamy, następnie studiował medycynę tybetańską i przyjechał na dalsze studia do Polski. Założył on własną klinikę medyczną, która działała i nadal działa pod patronatem Dalajlamy. Następnych ośmiu Tybetańczyków – przyjechało na studia kilka lat później. Troje z nich zawarło związek małżeński z Polkami. Obecnie w Polsce jest coraz więcej małżeństw mieszanych polsko-tybetańskich, mieszkają też w naszym kraju małżeństwa tybetańskie, których dzieci urodzone w Polsce stanowią nowe pokolenie wychowanych w Polsce Tybetańczyków.

W pierwszych latach XXI wieku rozpoczęła działalność wspomagająca tybetańskich uchodźców Fundacja Sam Dżub Ling i Tibet House „Acala”. Pewnego dnia do Fundacji dotarła wiadomość, że w obozie dla uchodźców pod Warszawą przebywa dwóch mnichów tybetańskich. Wkrótce stali się oni rezydentami Tibet House „Acala”. Do nich został wkrótce zaproszony kolejny mnich z Tybetu. Dzięki współpracy Fundacji z Krystyną Starczewską, dyrektorką Zespołu Społecznych Szkół „Bednarska”, z wiosek tybetańskich w regionie Kham zostało do Polski zaproszonych na naukę kilkoro dzieci. Zaproszone zostały także dzieci tybetańskie z Indii. Zaopiekowały się nimi polskie rodziny. Dzieci ukończyły gimnazjum, liceum i zdały maturę. Większość z nich zdobywa obecnie wyższe wykształcenie. Na przykład jedna z tybetańskich dziewczynek dostała się w tym roku na wydział operatorski Łódzkiej Szkoły Filmowej, inna studiuje na Akademii Sztuk Pięknych, pozostali są studentami Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego. Dwie Tybetanki uczęszczają jeszcze do Liceum Zespołu Szkół „Bednarska”.

Od czasu, gdy powstał program Erasmus, do Polski przyjeżdża obecnie coraz więcej Tybetańczyków na studia. Są też w Polsce Tybetańczycy, którzy podejmują własną działalność gospodarczą – przykładem jest założony przez przybyszy w Warszawie Bar Tybetański – Tsongkha Momo.

Autor: Drolma